Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja włosów. Pokaż wszystkie posty

Co by "zjadły" Twoje włosy dla zdrowego wyglądu ?

Każda z nas zdaję sobie sprawę, że Internet to ogromna skarbnica wiedzy, gdzie możemy wyszukać niemalże wszystkie interesujące nasz informację. Wystarczy kilka kliknięć na klawiaturze i nasze małe centrum dowodzenia odsyła w nas ogromne przestworza przeróżnych treści. Niestety często spotykamy się z wszechobecnym chaosem i brakiem porządku w poszczególnych treściach. Usilnie szukając jakichś informacji na dany temat, często otrzymujemy niepożądane efekty. Wyszukując informacji na temat produktów niezbędnych dla zdrowej kondycji włosów często otrzymujemy jakieś półśrodki, np w postaci zdrowego odżywiania dla całego organizmu, bez skupiania się na włosach. Wszystkie informację na ten temat złożyłam w harmonijną, spójną całość, zebrałam wszystkie niezbędne listy produktów i składników, które posłużą naszym włosom. No cóż, idzie do wiosny, więc trzeba przygotować się do pokazania naszych zdrowych pasm ;).





Będę to powtarzać w kółko, ale tylko dlatego, żeby uświadomić każdą z Was, że pielęgnacja włosów "od środka" jest równie ważna, a nawet ważniejsza niż nakładanie odżywek, masek, olejów czy też wcierek. Na nic kupowanie niezliczonych ilości cudownych kosmetyków do włosów, skoro nasza dieta jest uboga w witaminy i składniki niezbędne dla "pożywienia" naszych włosów. Trzeba sobie uzmysłowić, że włosy rosną z tego, co im podamy na talerzu. Tak więc od jakości spożywanych produktów w większej mierze będzie zależało, czy nasze włosy są zdrowe, lśniące, czy też mocne.


Czy to trudna umiejętność dobierania odpowiednich produktów i składników dla potrzeb naszych włosów? Oczywiście, że nie. Nie zalecam stosowanie rygorystycznych diet, katowanie się, czy też objadanie się wyłącznie tym, co zalecają inni. We wszystkim trzeba zachować umiar i rozsądek. Najlepsza jest metoda małych kroków, która prowadzi do coraz to większej systematyczności i procesu wdrażania się w zdrowe nawyki żywieniowe. Dodatkowo taka zdrowa porcja składników dla włosów wpłynie korzystnie na pracę całego naszego organizmu, dlatego warto skorzystać z takich porad i wskazówek.








Lista witamin, składników oraz produktów, które korzystnie wpłyną na kondycję Twoich włosów:




Ryby morskie to skarbnice kwasów tłuszczowych omega 3, białka, witamin A, D oraz tych z grupy B. Niestety nasz organizm nie jest w stanie sam wytworzyć kwasu omega 3, dlatego tak ważne jest dostarczanie go organizmowi podczas posiłków. Białko zawarte w rybach jest łatwo przyswajane przez organizm, a witamina A działa korzystnie nie tylko na wzrok, ale i również na ogólną kondycję naszych włosów. Przy jej niedoborze możemy zauważyć, że włosy są suche i matowe. Ryby, które zawierają najwięcej drogocennych składników dla naszych włosów to m.in: dorsz, sola, tuńczyk, pstrąg, łosoś, szprotki, makrele czy śledzie.
Jeżeli nie jesteś w stanie spożywać zalecanych 2-3 porcji ryb tygodniowo, zażywaj codziennie tran. Nie ważne w jakiej formie, rybi tłuszcz dostarczy nam wszystkich niezbędnych składników i witamin.
Niedobór żelaza w naszym organizmie również prowadzi do nadmiernej utraty włosów. Aby temu zapobiec, wprowadź do swojego odżywiania takie produkty jak np: kakao, suszone morele, brokuły, fasolka szparagowa, kasza gryczana i jaglana, szpinak, pomidory.
pamiętaj o chrupaniu marchewki, która jest źródłem cennej witaminy A. Siedzisz długo przed komputerem, twoje oczy są często przemęczone, a skóra sucha? Cierpisz na okołomieszkowe zapalenie włosa? To mogą być przyczyny niedoboru witaminy A. Zamiast objadania się tłustymi chipsami, pokrój dwie marchewki na małe kawałki i chrup do woli! Idealna przekąska w ciągu dnia :)
Niedobór cynku również prowadzi do utraty włosów. Jego znakomitym źródłem są orzechy, które ponadto zawierają kwasy omega 3. Orzechy to również smaczna przekąska, wystarczy ich spożyć kilka dziennie, aby pokryć nasze zapotrzebowanie.
Jedz jajka, które są źródłem białka, witaminy A,D,B oraz żelaza, wapnia, fosforu, potasu czy magnezu. Białko znajdziesz również w jogurtach naturalnych, które można łączyć np. z musli czy suszonymi owocami.
Żelazo i witaminę C zawiera również szpinak, który możemy dodawać do różnych sosów, farszów czy na kanapkę.
Mleko i przetwory mleczne zawierają wapń oraz witaminy z grupy B.
Picie drożdży również dostarcza nam dużej dawki witamin z grupy B, które wpływają na wygląd naszych włosów. Efekty picia drożdży możecie podglądnąć np. w Martusiowym Kuferku.
Jedz owoce i warzywa, które są źródłem niemalże wszystkich witamin. Staraj się polować na sezonowe produkty, które są świeże, smaczne i nie naszpikowane chemią. Jedno jabłko dziennie, pomarańcza czy też kiwi to naprawdę świetna porcja witamin dla naszego organizmu.


Ogólna reguła, którą należy zapamiętać przy "odżywianiu" naszych włosów to regularne dostarczanie niezbędnych składników mineralnych, budulcowych oraz witamin. Nie, nie musicie skrupulatnie siedzieć i przeliczać, ile witaminy A czy D spożyłyście w danym dniu, bo to nie o to chodzi. Wystarczy urozmaicić troszeczkę wasz żywieniowy styl i dodawać produkty, które zawierają powyższe składniki. Tym sposobem odżywicie nie tylko włosy, ale również cały organizm. Nie potrzeba wyszukanych, drogich i ciężkich do zdobycia produktów, wystarczą szczere chęci, a naprawdę będziemy mogły cieszyć się pięknymi, lśniącymi i gęstymi włosami :).



Jestem ciekawa, czy coś z powyższej listy gości i w waszym "włosowym" jadłospisie :). A może coś byście jeszcze dodały od siebie? :).






Sposoby na zdrowe cebulki i skórę głowy.

Praktycznie każda z nas w jakiś sposób stara się dbać o swoje włosy aby były gładkie, lśniące i gęste. Nie obce nam są odżywki, maseczki czy też wszelkiego rodzaju olejki do włosów, ale zastanawiałyście się kiedykolwiek nad kondycją waszych cebulek? No tak, często o nich zapominamy, a pamięć o nich powraca z czasem, gdy mimo solidnej pielęgnacji włosów problemy występują. Co wtedy? W czym tkwi problem? Wtedy sięgamy do "początku" naszego włosa, czyli cebulek oraz skóry głowy. Jak możemy je pielęgnować? Czy naprawdę jest to takie istotne? Zapraszam.





Do tej pory taki temat dla mnie nie istniał. A jednak. Osłabione cebulki, zła kondycja skóry głowy, niedostateczne odżywienie włosów to jedne z głównych powodów wypadania włosów. Ostatnio to zjawisko sięgnęło u mnie zenitu i powiedziałam w końcu "dość", trzeba jakoś działać. Pobuszowałam, wyczytałam, a teraz wdrażam w życie codzienne. Pierwsze efekty już widzę, bo włosy nie lecą aż tak bardzo. Macie podobny problem? W taki razie poczytajcie, jak możecie temu zapobiec. 




1. Po pierwsze i najważniejsze - zredukować stres. Ciężko mi było w to uwierzyć, że taki stresior ma jakikolwiek wpływ na nasze włosy, a tu się okazuje, że ogromny! W moim życiu, jak i zresztą w każdym, stres występuje, ale nigdy nie patrzyłam na to pod kątem wypadania włosów. Nie zwracałam szczególnej uwagi na to, czy w chwilach stresowych wypadanie włosów zwiększa się. Teraz szczególnie na to uważam, staram się mniej stresować i to nie tylko ze względu na włosy, ale też mam na uwadze moje zdrowie i dobre samopoczucie. Wiadomo, że stresu nigdy nie zlikwidujemy, ale zawsze możemy go zredukować - wszystko siedzi w naszych głowach.




2. Wcierki, mgiełki i inne odżywki. Ostatnimi czasy mój zasób kosmetyków do skóry głowy się pwiększył, ale na razie to etap testowania i sprawdzania, dlatego o tym już wkrótce. Dotychczas wcierka była dla mnie zbędnym wydatkiem i kosmetykiem, który stał na półce, no i tyle - tak bym określiła jego całą rolę. Niepotrzebny, nic nie wnoszący w pielęgnację, a dodatkowo myślenie "po co się męczyć z jego nakładaniem, skoro odżywka i olej są w ruchu". No niestety. Dziewczyny, które problem wypadania włosów doskonale znają, wiedzą, że wcierka działa cuda. Kwestia dobrego wyboru preparatu i kondycja skóry głowy diametralnie się polepsza, a włosy rosną jak szalone. Odkąd zgłębiłam temat przeprosiłam się z wcierkami i odżywkami do skóry głowy - teraz mój największy problem to systematyczność, z którą u mnie troszkę na bakier.




3. Pokrzywka i skrzyp. Cóż ja tu mogę napisać? Piję regularnie z przerwami czasowymi i widzę efekty w postaci baby hair. Przy regularnym piciu naparu zauważyłam, że włosy wypadały mniej i były mocniejsze, dlatego polecam wszystkim wypróbowanie tych ziół. Mamy okres zimowy, a taka herbatka ze skrzypu i pokrzywy to smaczny napój, który rozgrzewa i do tego ma dobroczynne właściwości. Polecam do książki i kocyka, pasuje jak ulał :).





4. Sucha skóra głowy. Gdy borykamy się ze suchą skórą na ciele, rozwiązanie problemu jest proste - nakładamy jakiś dobry balsam/olejek i już po kilku użyciach widzimy pierwsze, zadowalające efekty. A jak w takim razie nawilżyć skórę głowy? Może nam się wydawać, że problem nas nie dotyczy, ale mając suchą skórę na ciele, również możemy się spodziewać tego efektu na naszej głowie, bo przecież to nie są dwa osobne "centra". Sucha skóra głowy również ma ogromny wpływ na kondycję cebulek i samych włosów. Można by to porównać do roślin w doniczkach - bogate podłoże to podstawa do wzrostu kwiatów i tak samo jest w przypadku naszych włosów. Musimy dbać o nasze "żyzną glebę", które jest podstawą pięknych włosów. Jak zatem nawilżyć skórę głowy? Jest wiele sposobów: olejki, maseczki przeznaczone do stosowania na skórę głowy i również należy pamiętać o delikatnaej szczotce, która nie będzie drapać i uszkadzać warstwy lipidowej skóry.



5. Zdrowa dieta, a więc witaminki: witamina A, która wzmacnia włosy oraz cały szereg witamin z grupy B, które stymulują porost i zapobiegają ich wypadaniu. Witaminy z grupy B znajdziemy m.in w ryżu brązowym, kasze, pieczywo razowe, groch, fasola, drożdże, orzechy, nasiona słonecznika oraz ryby. Witamię A znajdziemy w: masło, mleko, jajka, ryby, tran, szpinak, pomidory, pomarańcze itp. Nie zapominajmy również o ważnych minerałach takich jak cynk czy żelazo, które również mają wpływ na kondycję naszych pasm, znajdziemy je m.in w: ziarnach słonecznika, czekoladzie, suszonych pomidorach czy jajkach. Pamiętajcie o tym, że włosy odżywiamy nie tylko z zewnątrz, ale także wewnątrz. Zdrowe odżywianie ma również znaczny wpływ na nasze cebulki i skórę głowy. 



Dziewczyny, macie problemy z wypadającymi włosami? 
Dbacie jakoś szczególnie o Wasze cebulki włosowe i skórę głowy?




Przegląd tanich i dobrych odżywek/masek do włosów.

Witajcie po dość długiej przerwie :). Ostatnio dopadła mnie niemoc twórca i nie pozwoliła stworzyć coś sensownego, ale wzięłam się w garść i za to powracam ze zdwojoną siłą. Szykuję dla Was kolejne porcje kosmetycznych nowinek. Dzisiaj na blgogu postanowiłam zrobić mały przegląd tanich, ale dobroczynnych odżywek i maseczek do włosów. Wiele z nich miałam (praktycznie wszystkie) i bardzo chętnie ponownie bym do nich wróciła. Przede mną większy zakup produktów do włosów, wiele z nich po prostu zdenkowałam, a półka świeci pustkami. Wiem, że powrócę do starych, sprawdzonych pozycji, dlatego taka lista przyda się i mnie, a mam nadzieję, że kiedyś i Wam :). 




Wszystkie produkty z powyższej listy posłużą jako dobre nawilżacze. U mnie nawilżenia nigdy dosyć, moje włosy są cieniutkie i często  lubią się przesuszać. Jeśli kupuje jakiś kosmetyk do włosów, to zazwyczaj staram się wybierać te nawilżające, regenerujące i odbudowujące. Moje włosy kochają emolienty, dlatego też suchowłose z pewnością znajdą coś dla siebie z powyższej listy :).

1. Alterra maska nawilżająca do włosów suchych i zniszczonych granat i aloes - pomimo, że dawno mi się skończyła, z pewnością kupię kolejne opakowanie. Maska jest treściwa, ma zacny skład i doskonale nawilża moje pasma. Poluję na jej promocję w rossmannie, ponieważ jak już może wiecie, najlepiej kupować w rossmannie rzeczy na promocji - bardziej sie opłaca. Ja za swoją maskę w promocyjnej cenie zapłaciłam ok. 6zł, dlatego podczas kolejnej promocji do koszyka powędrują na pewno dwa egzemplarze :). 
2. Biowax naturalne oleje, intensywnie regenerująca maseczka - najświeższe denko w moich zapasach, dlatego na bieżąco mogę Wam zdradzić, czy się spisała. Jestem na tak :). Jedyna rzecz do której mogłabym się przyczepić to szybkość znikania maseczki. Odnoszę wrażenie, że jest to jedyny kosmetyk, który zniknął w tak błyskawicznym tempie. Nawet nie zdążyłam się zorientować, że opakowanie jest puste. Z drugiej strony to znak, że odżywka się sprawdziła. Po zastosowaniu moje włosy były nawilżone, bez efektu suchych końców i przyjemnie się je rozczesywało. Do tego dochodzi bardzo przyjemny i delikatny zapach, jaki kosmetyk pozostawiał na włosach. Odżywkę również zakupiłam na promocji w Super Pharm za ok.12zł. 



3. Yves Rocher maska odbudowująca do włosów - to pozycja, która u mnie jeszcze nie gościła. Olejek jojoba i masło karite to składniki, które mają bardzo dobry wpływ na moje włosy, dlatego też bardzo chętnie wypróbowałabym tego bogactwa. Baardzo obiecująca, bardzo bardzo ;). 
4. Pilomax maska regenerująca do włosów ciemnych - jedna z moich pierwszych maseczek do włosów, którą dobrze wspominam. Pod względem nawilżenia nie była pionierem, ale miała ogromny wpływ na poprawę kondycji moich włosów i skóry głowy. To właśnie po niej pierwszy raz ujrzałam na mojej głowie "baby hair" i to ona nakierowała mnie na dobrą drogę pielęgnacji. Odżywkę zakupiłam w aptece, dlatego też nie wiem, czy  jest dostępna w sklepach. 
5. Eveline Argan + Keratin Maska do włosów 8w1 - aktualnie trwa promocja w biedronce na kosmetyki z tej serii i maska kosztuje 19,90 zł. Coś czuję, że się skuszę, dla mnie to nowość i chętnie bym ją wypróbowała. Która z Was się wybierze do biedronki? :). 
6. Chantal Sessio odżywka do włosów suchych - jedyna odżywka, po której moje włosy są tak doskonale sypkie i lśniące. Często nakładam ją po olejowaniu włosów i bardzo lubię stosować. Dla mnie to świetna opcja na szybko, gdy nie mam czasu na siedzenie w czepku przez godzinę. Cały zabieg trwa kilka minut, a efekt jest równie zadowalający jak po olejowaniu :). 





7. Nivea Long Repair - stara, poczciwa odżywka do włosów :). Stara, bo służy mi już przez bardzo długi okres czasu, a dodatkowo odżywki z tej firmy nie są żadnymi nowościami. Dzięki silikonom zawartym w składzie odżywka fajnie zabezpiecza włosy przez uszkodzeniami i złymi warunkami pogodowymi. Również dobrze się spisuje na ostatnią chwilę. Kosmetyk nakładamy na kilka minut, a po umyciu uzyskujemy efekt gładkich, łatwych do rozczesania włosów.
8. Ziaja maska intensywna odbudowa - ostatnio pisałam o niej na blogu [klik]. Producent pisze, że maska zamyka łuski włosowe - coś w tym jest. Po użyciu włosy są idealnie gładkie i delikatne w dotyku, produkt ponadto uzupełnia niedobór składników budulcowych, co dla mnie jest nowością, ponieważ do tej pory nie miałam maski o takim przeznaczeniu. 
9. Garnier Ultra Doux odżywka do włosów suchych i zniszczonych - kolejna mocna pozycja z listy, która na dobre zadomowiła się w mojej łazience. Awokado i masło karite - i chyba nic więcej nie trzeba mówić :). Dodam, że bardzo wydajna, tania i łatwo dostępna. Nawilży każdy suchy włos, odżywi i doda blasku. 


Dziewczyny, która z powyższych pozycji gościła u Was?  A może macie na którąś ochotę? Czekam na komentarze :).

Kosmetyki zamiast słodyczy? Moje styczniowe, "kosłodyczne" poczynania :).

Jest post ze świeżynkami :) Sama jestem ich ciekawa, bo goszczą u mnie po raz pierwszy i mam nadzieję, że i Wam coś wpadnie w oko. Niektóre produkty oczywiście już poszły w ruch, wiadomo, że nie wytrzymałabym długo z jeszcze "zafoliowanymi" produktami. Babska ciekawość górą ;). Dzisiaj będzie krótko, szybko, przyjemnie i tanio, zapraszam! :) 






Wszystkie produkty to łupy z promocji i szalonych wyprzedaży w sklepach. Można powiedzieć, że rozsądnie podeszłam do tego zakupowego szału, bo wyhaczyłam naprawdę tanie produkty, ceny wahają się w granicach 4-14zł. Nie jest do duży wydatek, dlatego marudzić też nie można :). W 2015 roku zrezygnowałam z jedzenia słodyczy, a więc teraz kupuję słodkości w innej postaci :). 







Pierwszą nowością, jaka zagościła na mojej półce jest maska intensywna odbudowa z Ziaji. Po serii z Liśćmi Manuka jakoś tak bardziej zaczęłam wierzyć w skuteczność produktów tej marki. ( pasta peelingująca przeciw zaskórnikom jest dla mnie hitem, bardzo ją sobie chwalę i często stosuję). Jak na razie maski używałam tylko raz, wyłapałam piękny zapach no i brak puszenia się włosów (dla mnie to dobry znak). Czy będzie z tego romans? Przekonam się wkrótce. Koszt maski to ok. 6zł, w przeliczeniu: zamiast dwóch tabliczek czekolady ;).











Już od dawna kręciłam się obok Yves Rocher i korciło mnie, żeby wstąpić - tylko pooglądać. Tak, no jasne, musiałam coś kupić, ale tanio! :). O płukance octowej z malin słyszałam już bardzo dawno i jakoś tak mi się ciągle przewijała przed nosem. Przychodząc do sklepu i buszując w dziale kosmetyków do włosów Pani powiedziała mi, że mają na promocji płukankę, koszt 14zł (w przeliczeniu jedna bombonierka czekoladek). Były ostatnie sztuki, ekspedientka powiedziała, że znikają w błyskawicznym tempie, więc się skusiłam. Producent obiecuje przede wszystkim lśniące i gładkie włosy - czy tak będzie? Przy najbliższej okazji planuje to sprawdzić, ale coś czuję, że będę musiała ją przelać do pojemnika z atomizerem - przy takim opakowaniu wyleję przy jednym użyciu pół produktu :). 



O tym smarowidle pisałam Wam już na Instagramie. Jest to krem ochronny przed wiatrem i zimnem dla dzieci i niemowląt. Lubię serie kosmetyków dla dzieci za przyjazne składy. Tutaj mamy w nim m.in olej z awokado czy ekstrakt z rumianku. U mnie kremik spisuje się świetnie, ale osoby, które nie lubią mieć tzw. tłustych rąk (jak np. mój chłopak, któremu krem w ogóle nie podszedł) nie będą pałać do niego miłością. No cóż, wszystkim się nie dogodzi ;). Koszt kremu: 4zł. (Dwa batoniki). 




Ostatni produkt, jaki wpadł mi do koszyka to kakaowe mleczko do ciała z Ziaji. Na początku obawiałam się, że będzie zbyt mało treściwe jak na zimową porę, ale kosmetyk na razie spisuje się całkiem całkiem. Jedyny minus to parafina w składzie. Nie przeszkadza mi ona tak bardzo jeśli chodzi o kosmetyki do ciała, jeśli by to był krem do twarzy - niestety został by na starcie zdyskwalifikowany. Poza tym, mleczko fajnie nawilża, przepięknie pachnie i pozostawia fajną powłoczkę na ciele. Na razie nie mam do niego większych zastrzeżeń, na razie smarowałam się tylko na noc. Koszt: 9,90 zł. (pudełko dobrych ciastek/wafelków).

To tyle jeśli chodzi o moje kosmetyczne nowości. 
Teraz pytanie do Was, czy znacie te produkty i lubicie :) 
Czekam na Wasze komentarze :). 
A może też zrezygnujecie z jedzenia słodyczy? ;). 



Plan pielęgnacji włosów na 2015 rok i mój dzisiejszy dzień dla włosów :).

Kochani, ostatnio zauważyłam, że pielęgnacja twarzy troszeczkę prześcignęła tu na blogu tę włosową, a dbanie o włos jest dla mnie równie ważne jak pielęgnacja innych partii ciała. Wraz z 2015 rokiem i nowymi postanowieniami pomyślałam, że wprowadzę kilka zmian, a także nowych produktów do włosów. Niedługo pojawi się post na blogu ze świeżynkami, także będziecie mieli możliwość podpatrzenia moich kosmetycznych nowinek. A już dziś zapraszam Was na wpis o mojej bardzo przyjemnej rutynie poświęconej dogłębnej pielęgnacji włosów oraz nowymi postanowieniami, które zamierzam wdrożyć we włosowej pielęgnacji. 


1. Jako że jestem fanką robienia własnych mieszanek, stworzyłam maskę na włosy składającą się z: bazy (czyli odżywki), oleju oraz skrobi ziemniaczanej. U mnie jest to niezawodny i sprawdzony sposób na piękne, nawilżone i lśniące włosy. Do mieszanki oleju z odżywką dosypuje skrobi tak, aby powstała jednolita, kremowa konsystencja. Nie dopuszczam do tego, aby moja papka na włosy była wodnista, w ten sposób zapobiegając niemiłym wyciekom oleju spod termoczepka. Czy w 2015 roku coś się zmieni w tej materii? Myślę, że nie.  Dla mnie to najlepszy sposób pielęgnacji moich włosów. Tym, co może ulec zmianie to dobór nowych olei czy odżywek. Skrobia pozostaje - naprawdę świetnie działa na włosy, dlatego też polecam Wam wypróbować ten produkt, dodając odrobinę do Waszej ulubionej maski, odżywki, czy tez oleju :).

2. Za bazę posłużyła mi Odżywka do włosów łamliwych i rozdwajających się z Isany. Bardzo lubię tą odżywkę, jest wydajna, świetnie nawilża i wygładza moje włosy. Niestety będąc ostatnio w kilku rossmannach nigdzie jej nie znalazłam, dlatego obawiam się, że kolejny fajny produkt został wycofany. Odżywka jest naprawdę wydajna (500 ml  kosztowało mnie jedyne 4zł). Sam produkt nie działa tak rewelacyjnie jak z olejem, dlatego też dla mnie stanowi naprawdę świetną bazę. 


3. W mojej mieszance najważniejszy zawsze jest olej, najlepszy ten sprawdzony i skuteczny. Olejowanie włosów nie jest mi obce, dzięki temu zabiegowi stan moich włosów diametralnie się polepszył. Ważne, aby olej dokładnie nawilżył, wygładził i dodał blasku. W tej materii świetnie sprawdza się u mnie olej lniany, który moje włosy wręcz kochają. Błysk, miękkość, sypkość i delikatność gwarantowana. Buteleczka dobija dna, dlatego też przyszły zakup na pewno wiąże się z tym oto produktem. Olej polecam dziewczynom o włosach cienkich, wysoko i średnio porowatych, sprawdzi się na pewno.


4. Gotową maskę na włosy nakładam po uprzednim zwilżeniu  pasm letnią wodą. Dokładnie nakładam maskę na włosy, upinam spinką (dla mnie to najlepszy sposób, ponieważ gumka zbyt mocno ściska moje cieniutkie włosy) i zakładam termoczepek. Pod wpływem ciepła ta cudowna mieszanka będzie wchłaniać się przez następne minuty w strukturę naszego włosa, idealnie go dopieszczając i "karmiąc" potrzebnymi składnikami. Z takim czepkiem chodzę zawsze ok. 1 godz, następnie spłukuję letnią wodą. Zazwyczaj używam różnych szamponów, dzisiejszy wybór padł na ziołowy szampon z mydlnicą lekarską. Ma bardzo przyjazny, naturalny skład, dokładnie zmywa pozostały olej na włosach i nie pozostawia na nich tłustej warstwy. 



5.Po umyciu pora na maskę do włosów, która jest już ostatecznym krokiem w całym zabiegu. Dzisiaj do tego celu użyłam regenerującej maseczki z Biovaxa, która w swym składzie posiada olej  arganowy, makadamia oraz kokosowy. Ten ostatni akcent idealnie dopieści i zamknie całość pielęgnacji, nie pozostawiając suchych konców, z którymi kiedyś się borykałam. W 2015 roku chcę wypróbować innych masek, których do tej pory nie miałam okazji używać. Może polecacie jakieś ekstra fajne i sprawdzone? ;). 



6. Po spłukaniu maski i osuszeniu włosów stosuję wcierkę na skalp. U mnie to nowy krok w pielęgnacji, ponieważ zawsze byłam na bakier z różnorodnymi wcierkami. Ciągłe zapominanie skutkowało tym, że wcierka stoi nieużywana na półce już około jeden rok. Z racji tego, że wypadanie włosów nie jest mi obce, postanowiłam jakoś z tym walczyć i rozpoczęłam właśnie od wcierki. Pokrzywę piję codziennie, a teraz do kompletu pojawiła się ta Jantarowa bohaterka.


To tyle jeśli chodzi o moje włosy, jeśli macie jakieś produkty godne polecenia to chętnie o nich poczytam :). 
A jak Wasze plany pielęgnacyjne odnośnie włosów na 2015 rok? :) Planujecie w ogóle coś zmienić? :). 





Najlepsze odkrycia kosmetyczne w 2014 roku :).

Rok 2014 mamy już za sobą - jak dla mnie był mega pozytywny i zaskakujący. Wprowadził wiele fajnych i ciekawych zmian, wywołał niejeden uśmiech na twarzy i dał nowe szanse. Ładnie go pożegnałam i dzisiaj przyszedł czas na podsumowanie mojej pielęgnacji kosmetycznej oraz wytypowanie największych odkryć minionego roku - jesteście ciekawi, jakie hiciory zagościły w mojej kosmetyczce? :) Zapraszam dalej :). 




1. Podkład mineralny z kolorówki - Tak, zdecydowanie największe odkrycie w 2014 i wielki krok w stronę naturalnej pielęgnacji twarzy. Można powiedzieć, że to od niego rozpoczęła się moja przygoda z naturalnymi kosmetykami, wgłębianie się w tematykę składów, ich dokładna analiza i znaczenie. Podkład towarzyszy mi do dnia dzisiejszego, mój zachwyt nie maleje a wręcz rośnie, kosmetyk jest naprawdę strzałem w dziesiątkę. Na początku było wiele wątpliwości, wahania i niedowierzania, a teraz czuje tylko czystą satysfakcję z jego kupna. Poza tym, podkład stał się tak popularny, że kręciłam go nawet dla dwóch koleżanek - obie były zadowolone :). Mega frajda robić własne kosmetyki, polecam każdemu doświadczyć takiego zajęcia ;). Więcej na temat podkładu możecie poczytać Tutaj.


2. Effaclar duo plus - ile mu zawdzięczam... Pomógł mi wyjść ze "skórnych tarapatów" i jak dla mnie to małe wielkie cudo :). W 2014 roku mogę powiedzieć, że moja skóra przeżywała apogeum rozpaczy - wypryski, rozszerzone, ogromne i czarne zaskórniki oraz obficie przetłuszczająca się skóra. Naprawdę nie wiem dlaczego tak się stało, do tej pory nie miałam do czynienia z tego typu przypadłością. Moje obawy i podejrzenia skierowałam na używanie szczoteczki z Biedronki. Sztuczne włosie, które bardzo inwazyjnie traktowało moją skórę, brak nawilżania, ciągłe przesuszenie - to wszystko doprowadziło do opłakanego stanu mojej cery. Na horyzoncie pojawił się ten oto wynalazek - początkowo nie wierzyłam, że może mi pomóc w tak znacznym stopniu. Po ok. miesiącu stosowania skóra była nie do poznania - piękna, gładka, bez niedoskonałości i widocznych porów. Stan utrzymuje się po dzień dzisiejszy, a ja jestem naprawdę zachwycona wręcz zbawczym działaniem tego specyfiku. Uratował moją skórę, nad którą momentami aż płakałam. Wielki plus i order zasługi dla tego kremu ode mnie! :). Więcej o kremie Tutaj.


3. Paletka cieni Makeup Revolution Flawless - Myśląc o tej palecie przypomina mi się moje "pierwsze spotkanie" z tą marką i tym produktem. Znakomita jakość, super pigmentacja i trwałość to cechy, którymi mogłabym określić ten kosmetyk. Jedyny minus jest taki, że zawsze mam problem, które cienie wybrać ( jest ich naprawdę sporo! ), a cierpi na tym mój mężczyzna, który musi znosić moje kapryszenie i dylematy ;). Paletka MUR jest godna polecenia dla Wszystkich dziewczyn, znakomicie nadaje się dla każdej kosmeciary, nawet tej początkującej i rozpoczynającej makijażową przygodę. Więcej o paletce możecie poczytać Tutaj. 



4. Foreo Luna Mini - zdecydowanie był to ogromny hit blogosfery w 2014 roku. Na początku również wzdychałam do tego cudeńka, przyklejając nos do ekranu komputera. Pewnego dnia los uśmiechnął się również do mnie i Luna zawitała w mojej łazience. Dzisiaj jesteśmy nierozłącznymi kumpelami, Luna również przyczyniła się do znacznej poprawy stanu mojej cery. Mogę powiedzieć, że "trzyma ją w ryzach" i jest stróżem czystości jeśli chodzi o twarz. Nie rozstajemy się na krok ;). Więcej informacji o Lunie Tutaj.





5. Wellness&Beauty peeling do ciała z olejkami - Na początku wydawał się być typowym, zwykłym peelingiem do ciała - do czasu pierwszego użycia. Rozkochał mnie w sobie totalnie, a to za sprawą tych cudownych olejków, które w świetny sposób potrafią nawilżyć moją skórę po kąpieli. Nie dość, że fajny drapak, to i super nawilżacz. Dla mnie definicja idealnego, domowego SPA, odpręży, zrelaksuje i wygładzi skórę po ciężkim dniu. Więcej o peelingu Tutaj.













Dziewczyny, czy któryś z moich ulubieńców jest również i Waszym? :). 
Pochwalcie się swoimi odkryciami 2014 roku, też jestem ciekawa! :). 



Babydream: dla mamy, dzidziusia, a może pięknych włosów i gładkiej skóry? Porównanie dwóch rossmannowych olejków.

Każda włosomaniaczka olejująca włosy zna olejek Babydream fur mama. Jego sława zalała niemalże cały "blogowo-kosmetyczny" Internet i wcale mnie to nie dziwi, bo olejek jest świetny i sama od początku swojej włosowej przygody go stosuję. Nie zamierzam go dziś wychwalać i wymieniać jego zalet - myślę, że wszystko zostało powiedziane w tej kwestii :). Dzisiejszy wpis będzie porównaniem słynnego olejku z oliwką dla niemowląt tej samej firmy. Ostatnio wrzuciłam ją do koszyka tylko dlatego, że skusiła mnie niska cena (5zł), BBFM kosztuje ok.13 zł. Zastanowiło mnie, czym tak naprawde się różnią oprócz ceny? 





To pytanie przewijało się w mojej głowie niejednokrotnie, zwłaszcza gdy wchodziłam do rossmanna i trzymałam w ręce te dwa olejki. Jeden zazwyczaj jest o połowę ceny niższy niż drugi. Pewnego dnia nie wytrzymałam, włożyłam do koszyka obydwa produkty i postanowiłam w domu zrobić dokładny research na ich temat. Dzisiaj chciałabym się z Wami podzielić tym, co udało mi się wyszukać i wywnioskować po mojej pielęgnacji, bo może i któraś z Was niejednokrotnie spotkała się z takim dylematem? :). 



Skład olejku Babydream fur Mama, Pflegeöl:
Glycine Soja (Soybean) Oil, Prunus Amygdalus (Sweet Almond) Oil, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil/unsaponifiables, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Tocopherol, Parfum.

Skład Babydream, Pflegeol (Oliwka pielęgnacyjna dla niemowląt):
Helianthus Annuus Seed Oil, Cetearyl Isononanoate, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Simmondsia Chinensis Oil, Caprylic/Capric Triglycerine, Chamomilla Recutica Flower Extract, Bisabolol, Calendula Officinalis Flower Extract, Tcopheryl Acetate, Tocopherol, Hydrogenated Palm Glycerides Citrate, Parfum.



Idąc po kolei w składzie olejku Babydream fur mama znajdziemy: olej sojowy, olej ze słodkich migdałów, olej z nasion słonecznika, olej jojoba, olej z nasion macadamia, witaminę E oraz zapach. 

W oliwce dla dzieci znajdziemy następująco: olej słonecznikowy, emolient, olej ze słodkich migdałów, olej jojoba, emolient, ekstrakt z rumianku, bisabobol, czyli składkich antyseptyczny o działaniu łagodzącym, ekstrakt z nagietka, przeciwutleniacz, witamina E, kwas tłuszczowy z oleju palmowego.





Jak sami widzicie, pierwszy olejek składa się wyłącznie z kompozycji różnorodnych, drogocennych olejków. Nie mamy tutaj barwników, konserwantów, żadnych zbędnych składników. Olejek numer dwa również wykazuje bogactwo olejków, ale tutaj dodatkowo występują takie substancje jak emolienty czy kwas tłuszczowy. Skład jest nieco dłuższy, a gołym okiem można dostrzec, że tych olejków jest troszeczkę mniej niż w pierwszym produkcie. Z drugiej strony trzeba mieć też na uwadze, że składniki w obu produktach się powtarzają :). Dodatkowo plusem jest to, że oleje można znaleźć na samym początku składu (czyli jest ich najwięcej w produkcie), dopiero później występują dodatkowe substancje.



Czy zauważyłam różnicę po stosowaniu dwóch olejków? :) Nie, po użyciu każdego włosy są należycie nawilżone i odżywione. Jeden jak i drugi świetnie się  spisują na moich włosach, dlatego też goszczą na mojej półce już od dawna. Cenię je za składy, które opierają się na bogactwie różnorodności - nie jest nudno i monotonnie ;). Dla mnie są sprawdzone i skuteczne - nie lubię eksperymentować jeśli chodzi o włosy, bo z doświadczenia wiem, że różnie się to kończy - niekoniecznie dobrze ;). 
Jeśli chodzi o stosowanie powyższych olejków do ciała to w tej kwestii niestety nie mogę się wypowiedzieć - nigdy nie stosowałam tych produktów do ciała :). Moimi ulubieńcami w tej dziedzinie są oleje wellness&beauty. 



Wniosek jest taki, że olejek BBFM jest nieco lepszy pod względem składu niż  jego brat. Ujęłabym to tak, że ten pierwszy to olej w czystej postaci, natomiast drugi produkt to mieszanka gdzie do olejków dodano jeszcze emolienty/kwas tłuszczowy. Oczywiście nie mówię, że te składniki są złe, wręcz przeciwnie, ale jeśli ktoś potrzebuje "bogatszej" wersji to poleciłabym BDFM. Z kolei zaletą drugiego jest niska cena, bo kosztuje tylko 5 zł :). Nazywam go "wersją kryzysową", gdy wydam wszystkie pieniądze i zostaną mi drobne to zawsze na ten olejek wystarczy. Obie wersje są jak najbardziej w porządku, jedna bardziej bogatsza, ale drugiej niczego też nie brakuje ;). Polecam Wam wypróbowanie obu produktów.



Dziewczyny, stosujecie te olejki? :) Czekam na Wasze opinie :). 


Śnieżunia.



10 tanich produktów, które zatroszczą się o Twoją skórę zimą.

Zrobiło się bardzo mroźnie, za oknem maluje się przepiękna szadź pokrywająca lasy. W takie dni należałoby pamiętać, że pielęgnacja naszej skóry jest bardziej wymagająca, potrzebuje więcej nawilżenia i ciepła. Dzisiaj przygotowałam dla Was zestaw tanich i łatwo dostępnych produktów, które powinny się znaleźć w zimowej kosmetyczce i nie tylko :). Zapraszam do dalszej lektury. 



1. Alterra Olejek do masażu migdały i papaja. (17,99zł). O olejku pisałam  w poście dotyczącym pielęgnacji dłoni [klik]. Ma świetny skład, dobrze się wchłania i pozostawia długo nawilżoną skórę. Idealnie nadaje się do rozgrzewających masaży, np.rąk, które uprzednio wystawione były na mroźne powietrze. 

2. Wellness&Beauty Peeling z olejkiem migdałowym i masłem shea (12,99zł). Jestem nim totalnie oczarowana! Nie spodziewałam się, że to będzie taki hicior, o tym peelingu na pewno będzie osobny wpis :). Pamiętajmy, że w zimie nasza skóra często ulega wysuszeniu, dlatego powinniśmy sięgać po peelingi, które usuną martwy naskórek i dodatkowo wygładzą nasze ciało. Dodatkową i ogromną zaletą tego produktu są zawarte w składzie olejki, które sprawiają, że nasze ciało po kąpieli nie potrzebuje już dodatkowej porcji olejków - skóra zostaje nasmarowana podczas nałożenia peelingu :), (śmieję się, że to wersja dla leniwych!). Ponadto za pomocą tego cuda możemy wykonać relaksacyjny i pobudzający krążenie masaż. SPA w domu? Jak najbardziej możliwe ;). 

3. Wellness&Beauty Olejek do kąpieli sezamowy (ok.6zł). Zakupiłam go na promocji, a że nie mam wanny, raczę się tym cudem w inny sposób :). Ze względu na świetny skład, produkt nie tylko nadaje się do kąpieli, ale również jako kosmetyk do ciała jak i włosów. Rossmann zdecydowanie jest prowadierem jeśli chodzi o olejki na mojej półce :). 



4. Wellness&Beauty peeling do ciała wanilia i makadamia (ok.4 zł). Kolejny z moich kultowych peelingów do ciała, jego zapach jest zniewalający. Nie wiem czy jest jeszcze dostępny w Rossmannie, zakupiłam go wieki temu i ostatnio odkopałam :). Cudownie peelinguje ciało, a do tego rewelacyjnie pachnie, kąpiel od razu staje się przyjemniejsza. 

5. Rokitnikowa pomadka ochronna Sylveco (ok.7 zł). Jak do tej pory najlepsza z pomadek ochronnym jakie miałam. Idealnie nawilża, pielęgnuje, chroni i żadnego mrozu do ust nie dopuści! :). Pierwszy raz w tym sezonie nie zmagam się z suchymi skórkami - to za jej sprawą ;). 

6. Farmona Protect ochronny krem do rąk (ok. 8zł). W tym sezonie jeszcze nie dorwałam tego kremu, ale jak go spotkam w Super-Pharmie to od raz wyląduje w koszyku. Używałam go namiętnie zeszłej zimy i pamiętam, że spisał się na medal. 

7. Fuss Wohl krem do stóp z łoju jelenia. (6zł). Oprócz tego, że świetnie sprawdza się na piętach, ja używam go również jako zwykłego kremu do rąk. Pozostawia aksamitną warstwę na skórze, która zapewnia nawilżenie i wygładzenie. Lubię takie "treściwe" kremy, w przeciwieństwie do innych jest gęsty, a konsystencja wręcz "zbita". Do wodnistych nie należy, także w zimie śmiało można po niego sięgać ;). 



8. Ciepły szal, czapka i rękawiczki. No właśnie, przyznać się bez bicia kto nie chodzi? ;). Bez tego zestawu nie wyobrażam sobie zimy, zwłaszcza jeśli w powietrzu czuć mroźny wiatr. Jedyny minus jest taki, że ciągle gubię rękawiczki, nie wspomnę, ile zacnych par przepadło jak kamień w wodę. Jedyne jakie się uchowany to te, które mają "wbudowany" sznureczek ;). 

9. Flos Lek Winter Care, krem ochronny zimowy (ok. 13zł). W zimie zmieniamy lekkie kremiki do twarzy na te bardziej tłuste, intensywnie nawilżające i chroniące przed mrozem. Moja propozycja to krem z Flos Leku, który przeznaczony jest do każdego rodzaju cery. Tworzy niewidoczną warstwę ochronną na twarzy, zapewniając się ochronę przed wiatrem, wilgocią, mroźnym wiatrem i minusowymi temperaturami. 

10. Duuużo miłości :). Tak tak, to ona jest lekarstwem na całe zło i zimno. Pamiętajmy o naszych bliskich, kochających nas osobach. Przytulajmy się jak najczęściej, endorfiny w tak ponure i krótkie dni to największe lekarstwo na wszystkie smutki! :) 


Coś Wam wpadło w oko z tego zestawu? :) A może któraś z pozycji już u Was gości? 

Pozdrawiam,
Ada. 

Jeden z ulubionych duetów do włosów - Garnier Ultra doux olejek z avokado i masło karite.

Ten wpis miał się pojawić już na wakacjach :). Ciągle z nim zwlekałam, do momentu, aż kosmetyki się zdenkowały. Patrząc z wielkim smutkiem na puste opakowania zdałam sobie sprawę, że jeszcze Wam o nich nie opowiedziałam :). Tak więc dzisiaj jest ten moment i pragnę Wam przedstawić jedną z moich ulubionych włosowych par :). Zapraszam. 


Oleje to najwięksi przyjaciele moich włosów. To właśnie one doprowadziły moje pasma do porządku, wiele im zawdzięczam i nie rozstaje się z nimi.Towarzyszą mi przy każdym myciu, w każdej postaci :). Może dlatego też przypadł mi do gustu ten zestaw? :). Na początku była tylko odżywka, a więc może od niej zacznę, niech ma pierwszeństwo :). "Odżywka Garnier Ultra Doux łączy olejek z awokado znany ze swych właściwości uelastyczniająych z wysoce odżywczym masłem karite, w kremowej i apetycznej formule, bez obciążania włosów". Ta informacja od producenta wiele mi nie powiedziała, więc musiałam się zagłębić w lekturę Internetu i wyczytać coś na temat tego olejku z avokado i masła karite. 




Z francuskiego Ultra Doux oznacza bardzo delikatny, słodki, przyjemny. W zupełności się z tym zgadzam, ponieważ konsystencja odżywki jak i szamponu odznacza się tymi cechami. Obydwa mazidła mają złocisty kolor, są  bardzo przyjemne dla włosów, a co do ich słodkości... pytałam włosów i odpowiedziały, że sama słodycz dla nich ;). Olejek z awokado nazywany jest bombą witaminową, ponieważ w swym składzie zawiera całą masę drogocennych witamin: A, B, D, E, H, K, PP. Jest idealny dla suchych, pozbawionych blasku i zniszczonych włosów. Jego działanie mogłabym określić jako kompres nawilżający dla włosów. Masło karite zamyka szczeliny włosów, poprawiając ich porowatość. Również bardzo starannie nawilża pasma, co dla mnie jest priorytetem przy wyborze jakichkolwiek kosmetyków do włosów. 




Jak już Wam wspomniałam, odżywka była pierwsza. Pochodzi ona z początków mojej włosowej pielęgnacji, gdzie jeszcze nieświadoma wielu rzeczy wybierałam to, co stało na półce i ładnie wyglądało :). Na szczęście bardzo dobrze trafiłam, ponieważ odżywka pozostała ulubieńcem po dzień dzisiejszy. Podoba mi się w niej to, że nie potrzebuje tzw. tuningu innymi odżywkami czy maseczkami. Jej "treść" jest tak bogata i nasycona, że sama w sobie wystarcza w zupełności. Lubię jej przyjemny, złocisty kolor i delikatną, masłową konsystencję. Nic nie spływa z włosów, a na dodatek coś w nich zostaje :). Po zmyciu odżywki moje włosy są cudownie nawilżone i miękkie w dotyku. W swoim małym kosmetycznym zasobie mam tylko dwie odżywki, które tak super świetnie działają na moje włosy bez dodatkowych tuningów: Garnier o którym mówię i maseczka z Alterry Granat i Aloes :).





Szampon to mój ulubieniec jeśli chodzi o zmywanie olei. Robi to po prostu znakomicie. Używając go nie mam obaw o pozostanie tłustej warstwy na włosach. Bardzo lubię łączyć go z odżywką do włosów Mrs. Potter's. Ciągle boję się przełamać i zacząć myć włosy samą odżywką, dlatego też to połączenie odpowiada mi najbardziej :). 



Kondycja moich włosów od rozpoczęcia mojej włosowej pielęgnacji zmieniła się diametralnie. Zapomniałam już o suchych końcach i matowych włosach. Na dzień dzisiejszy mogę nawet pokusić się o stwierdzenie, że jeszcze takich ładnych włosów nie miałam :). Wszystko to zawdzięczam mojej pracy i ciągłym poszukiwaniu idealnych kosmetyków dla moich włosów. Z czystym sercem mogę powiedzieć - opłacało się! :). Do tego włosowego zestawu mam swojaki sentyment, ponieważ było on jednym z pierwszych moich pomocników w drodze do wymarzonych włosów :). 


Dziewczyny, macie produkty do włosów, które wprowadziły u Was małą rewolucję i diametralnie zmieniły kondycję włosów? :) Jeśli tak to bardzo chce je poznać ;). 

Ada.  



Kosmetyki z dzikich, Syberyjskich zioł :).

W dzisiejszym poście przeniosę Was w zimną, mroźną i dziką Syberię. Poczujcie te -50 stopni na swojej skórze ;). W takich warunkach rosną również Syberyjskie zioła, którym nie straszny mróz, wiatr i niepogoda. Dzięki tym czynnikom kumulują w sobie skoncentrowaną moc witamin i minerałów, a Natura Siberica wykorzystuje te dobrocie do produkcji kosmetyków. Cała ta historia opiera się na pomocy niesionej Syberyjskiemu plemieniu Nenec, którego populacja wynosi zaledwie 41300 mieszkańców. Marka Natura Siberica pozyskuje wszystkie drogocenne składniki dzięki pracy tych ludzi, płacąc im za zbiory i otrzymane produkty.
Wsparcie materialne jest dla nich bardzo ważne, pozwala na życie w cywilizowanym świecie. Piękny gest ze strony tej firmy - czy kosmetyki są równie zaskakujące? Przekonajcie się o tym sami.



Natura Siberica na pewno nie jest Wam obca, rosyjskie kosmetyki w swoim czasie podbiły Internety - moje serce rownież :).

Maska, odżywka i olej w jednym - połączenie idealne! :).

Po jakże pięknym, słonecznym weekendzie rozpoczął się... piękny słoneczny tydzień :). Czy Wy też tak macie, że pogoda wpływa na Wasze samopoczucie? U mnie niestety tak jest, a mówię niestety, ponieważ w szare, deszczowe dni naprawdę dopada mnie podły nastrój. Wszystko wydaje się być szare i smutne. No ale! Koniec tego biadolenia, nie ma się co martwić na zapas o złą pogodę, a cieszyć tym, co się ma ;).



Dzisiaj przygotowałam dla Was wpis o jednym, ale za to wielofunkcyjnym kosmetyku, który na pozór wygląda skromnie, ale tak naprawdę kryję w sobie wiele drogocennych składników. Jest taką kosmetyczną "bombą" dla naszych włosów, ponieważ mało który produkt zawiera aż tyle idealnie skomponowanych składników - i do tego wszystkie naturalne :).




Krótki opis składu: 

Cocos Nucifera (Coconut) Oil - olej kokosowy; Helianthus Annus Seed Oil - olej z nasion słonecznika; Ricinus Communis seed oil - olej z nasion rącznika; Emblica Officianalis - Amla; Avena Sativa Kernel Extract - ekstrakt z ziarna owsa; Lawsonia Intermis Extract - olejek z henny; Centella Asiatica Extract - ekstrakt z wąkotki azjatyckiej; Rosmarinus officinalis leaf extract - ekstrakt z liści rozmaryn; Cymbopogon schoenanthus oil - olejek z trawy cytrynowej; Citrus medica limonum peel oil - olejek cytrynowy; Ascorbyl palmitate - palmitynian askorbylu; Citral - cytral;  Citronellol - cytronelol; Eugenol - eugenol; Geraniol - geraniol;  D-limonene - Limonen; Linalool - linalon. 



Tyle olejków w jednym produkcie :). Jest idealny dla początkujących, ale również tych zaawansowanych, które mają "wysokie wymagania" względem produktu. 
Produkt dostajemy jako substancję stałą, ale do użytku musimy go podgrzać, wtedy zmienia swą konsystencję na bardziej wodnistą. Wystarczy umieścić butelkę na kilka minut w ciepłej wodzie i gotowe, możemy nakładać na włosy. Jeśli ktoś (tak jak ja :P ) nie lubi jak coś cieknie mu z włosów przy trzymaniu kosmetyku zawsze może zagęścić swoje mazidło dodając odrobinę skrobi ziemniaczanej. Nie zaszkodzi, a dodatkowo pięknie wygładzi włosy. 



Po zmyciu kosmetyku włosy są dogłębnie nawilżone (dzięki tym wspaniałym olejkom), lśniące i pachnące :). Uwielbiam olej kokosowy, a w tym kosmetyku jest go najwięcej (na liście składu zajmuje pierwsze miejsce). 

Podczas olejowania dobroczynne kwasy tłuszczowe, witaminy i minerały z oleju kokosowego transportowane są wprost do cebulek włosowych, dzięki czemu włosy rosną zdrowe i mocne. Olej uzupełnia również ubytki w łuskach włosowych, sprawiając, że włosy stają się elastyczne, a końcówki przestają się rozdwajać. Nawet przesuszone i matowe włosy nabierają zdrowego wyglądu i pięknie lśnią, czego najlepszym dowodem są imponujące włosy indyjskich kobiet. Osoby posiadające suche, kręcone włosy chętnie sięgają po olej kokosowy, aby „ujarzmić włosy” i poprawić ich skręt. Olej kokosowy ma także bardzo dobry wpływ na skórę głowy, gdyż działa na nią odżywczo, zapobiegając niszczeniu cebulek włosowych i przeciwdziałając łupieżowi. (źródło: helfy.pl ). 



Odżywkę zakupiłam stacjonarnie w aptece Mediq i kosztowała mnie 20 zł :). 
    Możecie ją znaleźć rownież  tu i tu :). Pojemność: 200 ml. 


Miałyście kiedyś to cudo? :) Jeśli tak to sprawdziło się u Was? 

Pozdrawiam 
Ada. 

Czym smaruje końce włosów + moje szczotki :).

Witam serdecznie :)

Łapiecie razem ze mną promyki słońca? Chciałam napisać "ostatnie", ale przecież tak nie jest! :) Jesienne słońce jest również cudowne, zwłaszcza jeśli kontrastuje ze złotymi liśćmi :). Myśląc o tym wyobrażam sobie park z alejkami i ławkami, który tonie w brązowych i żółtych liściach. Już niedługo nas to czeka ;).

Popijając herbatkę z pokrzywy i skrzypu przygotowałam dla Was wpis na temat kosmetyków, które używam do zabezpieczenia końcówek oraz szczotek do włosów, które używam na co dzień, zapraszam :).



Krok po kroku... :) 


Świeżo po umyciu włosów i wysuszeniu ręcznikiem nakładam Jedwab w płynie od Green Pharmacy. Kolejna czynność to rozczesywanie, które jest mniej inwazyjne a to za sprawą wcześniej nałożonego jedwabiu. Zawsze aplikuje dwie pompki na mokre włosy, gdy wyschną, nakładam jeszcze jedną i wtedy przeczesuje je palcami. Niestety mam problem z przesuszonymi końcami, dlatego też aplikuje kosmetyk w większych ilościach. Trzeba uważać, żeby nie przesadzić, wyważyć, ile nasze włosy tego jedwabiu potrzebują. Wiadomo, dziewczyny posiadające niskoporowate włosy nie będą potrzebowały większej ilości mazidła, jedynie by zabezpieczyć końce. Tak jak u mnie jedwab pełni dwie funkcję: zabezpiecza i nawilża, dzięki czemu włosy mniej się puszą. 




Co do składu produktu nie musimy się martwić, jedwab nie zawiera szkodliwego alkoholu:

Krótki opis:

Cyclopentasiloxane(silikon lotny), Dimeticonol (sylikon zmywalny łagodnym szamponem), Olea Europea (Olive) Fruit Oil (oliwa z oliwek), Aloe Barbadensis Extraxt (ekstrakt z aloesu), Oryza Sativa (rice) Germ Oil (olej ryżowy), Camellia Sasanqua (Camellia) Seed Oil (olej kameliowy), Pinus Sibirica Nut Oil (olej cedrowy), Parfum, Limonene , Citronellol ,Geraniol, Benzyl Alcohol, Benzyl Benzoate, Farnesol, Amyl Cinnamal.

Aby dowiedzieć się więcej na temat poszczególnych składników zapraszam na stronę: http://www.kosmopedia.org/ :). 




Kolejny produkt to serum Rzepa od Joanny. 

Informacje od producenta:
Masz włosy przetłuszczające się, ale ich końce są suche lub zniszczone i  szukasz produktu, który pozwoli ci je wygładzić? Serum wzmacniająco - regenerujące Rzepa zawiera zestaw aktywnych składników, takich jak ekstrakt z czarnej rzepy oraz specjalnie wyselekcjonowane składniki kondycjonujące, aby wzmacniać i regenerować włosy oraz przywracać im miękkość, gładkość i połysk. Czarna rzepa jest uznawana przez medycynę ludową za jeden z najskuteczniejszych, naturalnych środków wzmacniających i zapobiegających wypadaniu włosów, a dodatek czynników kondycjonujących i odżywczych nawilża, wygładza i regeneruje włosy. 



Serum stosuję na suche włosy, nie tylko na same końcówki ale również i na te pasma, które po prostu są przesuszone. Rzepa idealnie je ujarzmia i nie muszę się martwić o efekt "suchych patyków"  na głowie :). Poranek to również idealna pora na użycie serum, ponieważ po nocy moje włosy również są przesuszone (ocieramy włosami o poduszkę, dlatego produkty mogą po prostu się ścierać), dlatego poranne czesanie połączone jest z nałożeniem tego specyfiku :). Cena jest jak najbardziej przystępna (7-8zł). Co do wydajności - nie musicie się martwić, jedno opakowanie posłuży Wam bardzo dłuuugo :). 



To co widzicie wyżej to domowej roboty serum w sprayu :). Zmieszałam sok aloesowy z płynną keratyną i wyszło takie cudo :). Niemniej jednak trzeba z nim postępować ostrożnie i "bez przesady", bo pomimo zawartości aloesu, wbrew pozorom jest to bomba proteinowa, a jak wiadomo, włosy w nadmiarze jej nie lubią ;). 


Na sam koniec moje szczotki do włosów, których używam :). Jak praktycznie każda włosomaniaczka posiadam w swojej kolekcji Tangle Teezer i chyba nie muszę mówić, że jest świetny ;). Drugą pozycję zajmuje bambusowa szczotka zakupiona w Rossmannie :). Lubię ją za to, że ma gładko zakończone igły (widzimy na zdjęciu te małe kuleczki), co sprawia, że czesząc się nią, wykonuje delikatny masaż głowy. Szczotka nie ciągnie włosów, szybko rozczesuje poplątane i nie powoduje efektu elektryzujących się włosów :).



A Wy? Używacie któregoś z wyżej wymienionych produktów? Dajcie znać :)


Ada.